×

Henryk Hamlet Hospital (2006)

H.H.H.3, zdj. Marcin Cecko

REŻYSERIA

Piotr Borowski, Dawid Żakowski

OBSADA

Zbigniew Kowalski, Anna Olejnik, Dominika Jarosz, Weronika Szczawińska, Dawid Żakowski, Magda Tuka, Martina Rampulla, Monika Sadkowska, Monika Dąbrowska, Gianna Benvenuto, Piotr Piszczatowski

Państwem wstrząsa zabójstwo Prezydenta. Oskarżony Henryk M., którego znaleziono po zabójstwie w sypialni Prezydenta, jego ojczyma, nic nie pamięta. Podaje się za Wacława Niżyńskiego, tancerza z początku XX wieku, który swoją sztuką i życiem bulwersował ówczesny świat artystyczny. W wieku 29 lat u Niżyńskiego objawiła się schizofrenia, nazywana królewską chorobą pękniętej osobowości i rozerwanego serca. Henryk mówi teraz jego słowami: Miasto jest oschłe, pełne banków i centrów handlowych, a więc pełne ludzi interesu. A nie lubię ludzi oschłych i dlatego nie lubię ludzi interesu. Napotkani przyjaciele narzekają na pogodę. Nieprzyjaciele skarżą się na choroby, które toczą gospodarkę. Bezrobotnych dławi czas, który jak woda zalewa im płuca. Reszta jest zagubiona i przestraszona. Cały ten wrzask służy tylko rosnącej obojętności… Boję się ludzi, gdyż mnie nie czują, lecz rozumieją. Boję się ludzi, ponieważ chcą abym żył tak jak oni. Jestem im potrzebny gdyż zagubili odczuwanie. Zadam im pytanie o życie. Zapomną mnie, ale ich odczuwanie stanie się żywe.

Aby orzec o poczytalności oskarżonego sąd kieruje Henryka do szpitala. Na więziennym oddziale psychiatrycznym opiekę nad pacjentami sprawuje siostra zakonna. Jest pełna oddania, ale też zżarta przez nawyki, przez wpojone jej pojęcia moralności, przez niespełniony głód mistycznego doświadczenia. Bóg milczy w jej modlitwach, a ona chciałaby go usłyszeć, dotknąć. Bezradna, bluźni przeciw Bogu:Posadzę inne drzewo tutaj, gdzie nie masz swoich straży, zrodzę raj w cieniu naszej udręki. Tobie pozostanie wieczność, w której nie będzie nikogo, a my będziemy dalej grzeszyć, kochając się w nauce fałszu od ciebie więksi, zmieniając naszą śmierć w żart.

Henryk, nieświadomy popełnionej przez siebie zbrodni, trafia na oddział skierowany tam przez psychiatrę, odpowiedzialnego za wydanie diagnozy. Nowy pacjent swoją wrażliwością wybija się na tle suchego, wyzutego z życia i uczuć szpitala. Ta zdolność głębokiego przeżywania i odrębność Henryka przyciągają uwagę siostry, która roztacza nad nim opiekę.

Do akcji wkracza lekarz. Stosowana przez niego terapia to rodzaj psychodramy, w której pojawiają się kluczowe postaci z życia Henryka: matka, ojczym i narzeczona. Psychiatra, jak demiurg, prowokuje w Henryku „przypomnienie”: Jakiś czas przed tragedią Henryk wyjechał do USA, gdzie zajmował się życiem i twórczością Wacława Niżyńskiego. W jego psychice zaczął się proces utożsamienia z wielkim tancerzem. Uwierzył, że tańcząc on także dostąpi pełni czucia i tworzenia, że on też może obcować z Bogiem i, jak Niżyński opisuje to w swoim dzienniku, stać się z Nim jednym: Przez cały wieczór czułem Boga. Kochał mnie. Ja kochałem jego. Zostaliśmy sobie zaślubieni.

W tym czasie umiera ojciec Henryka. Matka bardzo szybko wychodzi ponownie za mąż, za najlepszego przyjaciela męża, który wygrywa wybory na Prezydenta. Córka Prezydenta, Alina, narzeczona Henryka, popełnia samobójstwo. Henryk wraca do kraju i zabija ojczyma.

Lekarz szpitalny, wcielając się w reżysera, chce dociec motywów zbrodni Henryka. Ale on sam, swoimi podstępnymi gestami i makiawelicznymi myślami, dokonuje przestępstwa, staje się katem w imię sprawiedliwości. Henryk, z drugiej strony, znalazł się w pułapce: przeciwstawia pasję twórczą otaczającej go, wrogiej i jałowej rzeczywistości. Obwinia świat, którego jest cząstką. W obłędzie był żywy, po odzyskaniu pamięci iluzja pryska. Wikła się w rutynę szpitalnego życia i, rękami innej chorej, owa codzienność go zabija.

Początkowy dylemat: doświadczać – choćby w obłędzie – pełni uczuć, czy pogodzić się z beznamiętnością codzienności, też okazuje się ślepą uliczką. Głód własnego przeżywania, jak wiele pragnień, grawituje ku egocentrycznej wizji, w której rozumienie świata opiera się na przekonaniu, że zasługuje się w życiu na coś lepszego. Bezimiennym bohaterem przedstawienia nie jest „wrażliwy, niezrozumiany artysta-morderca”, ale inna, ukryta jeszcze postać, która poprzez rekolekcję uświadamia sobie, jak często jest w sidłach, w mocy demonów; która czuje, że żyje w wielkim śnie, i tak jak we śnie, to, co widzi czasami jest piękne, czasami okropne. Nierozdwojona, bez uniesienia i bez boleści, ociera się o wolność i zaraz o niej zapomina, jakby to wcale nie była ona, jakby jej w tym spektaklu w ogóle nie było.

Galeria